Narum for Health - jak uciekłem ze stołu operacyjnego

Dodano:2021-06-08

  1. Pochodzi Pan z Armenii, skąd wywodzi się bakteria Lactobacillus acidophilus Er-2 szczep 317/402 Narine. Czy zainteresowanie i wiedza o tej bakterii jest tam powszechna? Czy Armeńczycy stosują ją na co dzień, korzystając z jej dobrodziejstw?

Gdy byłem małym chłopcem, w Armenii i w innych krajach ówczesnego Związku Radzieckiego wprowadzono płynne Narine w postaci jogurtu, z zaleceniem podawania go wszystkim dzieciom. To było na początku lat 60-tych. W szkole, do 3 klasy dostawaliśmy jogurt za darmo. Pamiętam, że bardzo lubiliśmy te jogurty, ale nigdy nie traktowaliśmy ich jako „lek”. Jedliśmy tego dużo, choć z czasem coraz mniej. Nie są to popularne produkty wśród nastolatków czy studentów. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, skończyła się dystrybucja Narine w szkołach. Oczywiście w dalszym ciągu można było, tak jak i teraz zresztą, kupić Narine w postaci jogurtu w sklepach, ale popularność tych produktów spadła. Obecnie wiedza o bakterii Narine wśród Armeńczyków jest, jednak dziś sięgają raczej po produkty w tabletkach i kapsułkach i chyba częściej terapeutycznie niż profilaktycznie, jak kiedyś.

  1. Skąd zatem u Pana takie zainteresowanie tą bakterią?

Po prostu pomogła mi uciec ze stołu operacyjnego. Zaraz po studiach założyłem z kolegą firmę zajmującą się serwisem sprzętu rolno – budowlanego. Jak większość młodych ludzi, żyliśmy intensywnie, w ciągłym pośpiechu i stresie. Niestety bardzo szybko odczułem skutki takiego trybu życia. Początkowo mój organizm wysyłał mi delikatne sygnały w postaci różnego rodzaju problemów gastrycznych, ale wszystko dało się wyciszyć zwykłymi lekami z apteki. W końcu jednak miarka się przebrała. Pewnego dnia obudziłem się z ostrym bólem brzucha. Potem był SOR, szpital, badania, prześwietlenia, ponowne badania, w końcu diagnoza – wrzody żołądka i zalecana terapia – operacja żołądka. Byłem załamany, nie chciałem pogodzić się z diagnozą. Moja mama, z zawodu lekarz pediatra, namówiła mnie, bym wypisał się ze szpitala i spróbował terapeutycznego działania jogurtu Narine. Nie wierzyłem w cudowne działanie tego jogurtu, ale chciałem zrobić wszystko, aby uniknąć operacji, która mogła ze mnie zrobić inwalidę. Wprowadziłem Narine do swojej codziennej diety i sam nie mogłem uwierzyć, gdy z dnia na dzień czułem się lepiej. Gdy całkowicie wyzdrowiałem i stanąłem na nogi, postanowiłem, że chcę się dowiedzieć więcej o bakterii Narine i opowiedzieć o tym innym. Sprzedałem firmę, rozpocząłem kolejne studia, tym razem medyczne. Bardzo mnie interesowały tematy cybernetyki medycznej i biotechnologii. Chciałem, by Narine miało bardziej przystępną formę niż jogurt i na początku lat 90-tych wybudowałem pierwszą fabrykę wyspecjalizowaną na liofilizację i produkcję suchych metabolitów, gdzie zaczęliśmy produkcję tabletek z bakterią Narine.

  1. Czy bakteria Lactobacillus acidophilus Er-2 szczep 317/402 Narine jest rzeczywiście taka skuteczna i bezpieczna?

Powstało ok. 100 prac naukowych (doktoranckich, magisterskich), w których opisywana jest bakteria Narine i jej działanie. Przeprowadzono setki badań, nie tylko w Armenii i krajach byłego Związku Radzieckiego, ale także w Japonii czy Korei. W większości były to badania kliniczne, przeprowadzane w szpitalach, na prawdziwych pacjentach. Właściwie każde zastosowanie bakterii, niezależnie od oddziału, wykazywało pozytywne skutki u chorych. To wszechstronne działanie Narine sprawiło, że umieszczono ją w kompleksowym leczeniu chorych na raka, białaczkę, AIDS, w sumie w 15-tu różnych zaleceniach metodycznych. Przez kilka dekad, kiedy stosowano Narine, głównie terapeutycznie, nie odnotowano żadnych skutków ubocznych.

            Po wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu, bakterią Narine leczono dysbiozę wśród osób, które były narażone na promieniowanie. Według raportów, znaczna większość tych osób osiągnęła normalizację mikroflory, i tym samym poprawę stanu zdrowia. To zwróciło uwagę Światowej Organizacji Zdrowia i Rosyjskiej Akademii Nauk, które nagrodziły i zaczęły rekomendować Narine jako funkcjonalne probiotyki, ze wskazaniem do podawania w tak ekstremalnych katastrofach jak Czarnobyl.

            To wszystko są fakty, udokumentowane. Jeżeli ktoś jest bardzo dociekliwy, to może znaleźć wyczerpujące materiały na ten temat. Kiedyś było trudniej, bo nie było internetu, duża większość badań była po rosyjsku, ale obecnie dostęp do wiedzy jest powszechny, prawie nieograniczony. Bakteria Narine staje się też coraz bardziej popularna na zachodzie, w związku z czym pojawia się coraz więcej tłumaczeń, ale także nowych badań czy prac naukowych.

  1. Jest Pan jednym z pierwszych specjalistów w liofilizacji biomateriałów we Wspólnocie Niepodległych Państw. Co to właściwie jest liofilizacja?

Liofilizacja jest to wysokiej jakości metoda suszenia obiektów biologicznych w stanie zamrożonym, w próżni. Polega na usunięciu wody z zamrożonych przedmiotów, poprzez sublimację lodu, czyli przekształcenie go w parę, z pominięciem fazy ciekłej. Liofilizacja umożliwia uzyskanie suchych tkanek, preparatów, produktów, bez utraty ich integralności strukturalnej i aktywności biologicznej. W czasie tego procesu białka w większości nie ulega denaturacji i mogą być przechowywane przez długi czas. Natomiast po zwilżeniu, taki liofilizowany produkt bardzo szybko, bo w ciągu 2-3 minut, odzyskuje swoje pierwotne właściwości.

  1. Dlaczego akurat taką formę produktów stosujecie?

Tak, jak przed chwilą mówiłem, liofilizacja, przede wszystkim, pozwala zachować wszystkie właściwości substancji poddawanych temu procesowi oraz zaoszczędzić do 95% składników odżywczych, witamin, enzymów, substancji biologicznie czynnych. Oprócz tego pozwala na długotrwałe przechowywanie i konserwację różnych produktów pochodzenia biologicznego, uzyskanie suchego osocza krwi dawcy, suchych surowic i szczepionek, w przeszczepach narządów i tkanek, w przemyśle farmaceutycznym i spożywczym. Wcześniej w przemyśle spożywczym wykorzystywano go głównie do realizacji zamówień przemysłu militarnego, obronnego i kosmicznego, właśnie ze względu na możliwość pozyskania produktów wysokiej jakości, które ważą kilkakrotnie mniej niż świeże, nie wymagają specjalnych warunków przechowywania i można je przechowywać przez 2-5 lat w temperaturze nie wyższej niż + 39 °C.

  1. Skąd bierzecie dodatki do Waszych produktów: mleko, owoce, warzywa i inne?

            Do produkcji, czyli rozmnażania bakterii potrzebna jest przede wszystkim dobrej jakości woda. Armenia leży na wyżynie, średnio ponad 1000 m n.p.m., więc wody źródlanej mamy pod dostatkiem, ale i tak ponad rok szukaliśmy odpowiedniego, certyfikowanego źródła.

            W 2001 roku, gdy nawiązaliśmy współpracę z Japonią, podjęte były próby rozmnażania bakterii Narine u nich na miejscu, jednak wszystkie zakończyły się fiaskiem, najprawdopodobniej, właśnie z powodu słabej jakości wody. Do dziś Japończycy sprowadzają Narine z Armenii do swoich produktów.

            We wszystkie inne dodatki jak mleko, owoce, warzywa czy zioła staramy się zaopatrywać u naszych lokalnych dostawców. Powietrze mamy czyste, glebę żyzną i trzysta dni słonecznych w roku. Nikt też nie stosuje nasion GMO, tak więc, chcąc nie chcąc są to produkty ekologiczne. Inne składniki niedostępne w Armenii, jak np. koralowiec japoński czy mumio, są sprowadzane z pewnych, certyfikowanych źródeł. To jest dla nas priorytetem, żeby nasze produkty i wszystko, co w nie wkładamy było najwyższej jakości. Mają przecież służyć naszemu zdrowiu. Dlatego też poza tym, że starannie dobieramy składniki, których używamy, rezygnujemy jednocześnie z wszelkich zbędnych dodatków, jak wypełniacze, przeciwzbrylacze, konserwanty itd.

  1. Przez wiele lat wasze produkty były dostępne jedynie na rynku dawnego Związku Radzieckiego. Jak Wasze produkty trafiły do Polski?

Przez wiele lat, ujawnienie osiągnięć naukowych dotyczących szczepu Narine, nie było możliwe, ponieważ stanowiły one tajemnicę wojskową i były regulowane przez KGB. W 2009 roku, w Wielkiej Brytanii, wyszedł dokument, w którym zostały ujawnione informacje o stosowaniu Lactobacillus acidophilus Er-2 317/402 Narine, jako funkcjonalnych probiotyków, przez radzieckich astronautów.

Natomiast za pojawieniem się naszych produktów w Polsce stoi kolejna historia. Wszystko zaczęło się od chłopca, któremu zdiagnozowano poszczepienne zwiotczenie mięśni. W 2017 roku napisał do nas jego ojciec, Michał Toczyłowski, który szukając jakiegoś ratunku dla syna, znalazł informacje o bakterii Narine książce Borysa Bołotowa. Po długich poszukiwaniach, w końcu udało mu się z nami skontaktować. Kupił nasze produkty dla całej rodziny. Kilka miesięcy później zadzwonił do nas, był zachwycony efektami stosowania Narine, jego syn bardzo szybko wracał do zdrowia. Podobnie jak ja 30 lat wcześniej, chciał się tą wiedzą podzielić z całym światem. Zaproponował współpracę, która okazała się bardzo owocna. W 2018 roku powstała marka Narum i mogliśmy zacząć rozpowszechniać nasze niezwykłe produkty w Europie Zachodniej.

  1. Obecnie jest Pan na emeryturze, czy ma Pan może jeszcze jakieś plany zawodowe na przyszłość?

Dziś cieszę się dobrym zdrowiem i samopoczuciem oraz tym, że mogę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, które zdobyłem przez lata pracy badawczej z bakterią Narine, i których niewielką część opisałem w książce „Zakazana Bakteria. Tajemnica zdrowia.”

W końcu mam też czas, by trochę się pobawić… w laboratorium. Cały czas pracuję nad rozszerzeniem możliwości stosowania bakterii Narine. Chcemy by produkty te miały bardziej przystępne formy aplikacji, ale przede wszystkim by ich postać była jak najlepiej przyswajalna przez nasze organizmy. Za chwilę pojawi się na rynku linia produktów acidofilnych, wynik naszych 30 – letnich badań i doświadczeń. Forma acidofilna, jest to najnowsza innowacyjna forma funkcjonalnych probiotyków, która jest możliwie najlepiej przyswajalna przez nasz organizm. Zwiększa też kilkakrotnie bidostępność wprowadzanych składników, a dzięki zawartości metabolitów, umożliwia przenikanie tych składników przez barierę krew – mózg. Jednak to, co najbardziej wyróżnia te produkty, to fakt, że substancje będą wprowadzane do organizmu poprzez bakterie probiotyczne, które przyklejając się do ścian jelita, będą przekazywać to co niosą „na sobie” prosto do krwioobiegu.

 

Dziękuję za rozmowę.

Z dr Dilanyanem Edwardem Karlenovichem rozmawiała Agata Fronckiel.